poniedziałek, 7 listopada 2011

(522). czyli o wódce i zakąsce.

i to całkiem żywych.


zdaje się wódka i zakąska zestaw doskonały i idealny. nic odjąć nic ująć. a także nic dodać. i pomiędzy nimi też nic się znaleźć nie powinno. nie rozbijaj pisał Spencer w jednej z notek (rodem prosto z kazalnicy, rzec by się chciało). czyli i nie wchodź między wódkę i zakąskę.
a co jeśli zakąska sama pcha się ci w usta? a do tego wódkę jakoś nie za bardzo lubisz? a zakąska w sumie całkiem smaczna jest, czego miałeś już okazji swego czasu spróbować?
będą ostatnio w jednym z pięknych polskich miast miałem okazję spotkać się z osobą, którą darzę wielkim sentymentem (z wzajemnością). od roku jest w związku z osobą, której nie darzę (prawie) żadnym sentymentem, a w każdym razie jest to osoba doskonale mi obojętna. poszliśmy we dwóch na drinka. drugiego, trzeciego, czwartego. dawno nie słyszałem tylu komplementów (a że jestem człowiekiem dobrze wychowanym odpłacałem się tym samym. kto wie, może właśnie tego ów oczekiwał). dawno też rozmowa z nikim nie była najeżona taką ilością podtekstów. gdy zaczęliśmy się zbierać, by udać się na przechadzkę, po mieście lekko już uśpionym i pustym, pomógł mi przywdziać katanę, poprawił kołnierz koszuli i szalik. przypadkiem dotykając zbyt długo, w sumie całkiem nie przypadkiem. przypadkiem podczas spaceru wpadł we nie, przypadkiem się potknął i mnie objął. na pewno to był przypadek. przecież jest u licha w związku. 
na do widzenia, gdy lekko już otrzeźwieliśmy, odwiózł mnie do mieszkania mego. na pożegnanie pogłaskał policzek i dał buzi. także w policzek. 
dnia następnego także mieliśmy się widzieć. jednak nasze wolne terminy w efekcie się rozminęły, a żadne nowe nie pasowały już. szedłem tego dnia z moim serdecznym znajomym do kina (niniejszym Cię pozdrawiam marudo! ;*), gdy z naprzeciwka wyłonił się zagadanym przez telefon, towarzysz wieczora poprzedniego. pokiwaliśmy sobie ręką i każdy poszedł do swych spraw. dostałem potem uroczego sms-a. pisał: uważam, że towarzyszy nam zła gwiazda, skoro mogę Cię spotkać w 2milionowym mieście, gdy randkujesz z innym mężczyzną zamiast ze mną; mam nadzieję, że szybko się znów spotkamy! potem dzwonił. za wskazane uznałem telefonu nie odbierać. wszak byłem zajęty. kawę piłem z mym gospodarzem. odpisałem równie pięknie, z nadzieją, że krk, pod lepszą gwiazdą jest położony. ów nie krył dalej rozżalenia, że miałem ważniejsze obowiązki niż rozmowa i spotkanie z nim.
pewnie za jakiś czas się spotkamy znów.
i cóż z taką zakąską zrobić ma biedny konsument? nie pierwszy i ostatni raz przychodzi mi przed takim dylematem stawać ;). eh.




lecz gdy i wódkę i zakąskę lubię strasznie i uwielbiam ich połączenie, nie sposób mnie zmusić do jego zmącenia. warto wszak być przyzwoitym :). i przyzwoitym aż być się chce. bo to jeden z jaśniejszych punktów na horyzoncie.

[...]

4 komentarze:

  1. Fajny post! i jakie zakończenie - niczym tzw. "final thought" Oprah Winfrey :)

    Ale jednej rzeczy nie rozumiem. Co to jest "katana"? Czy to jakieś krakowskie określenie na zbroję rycerską?

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW i do tego jeszcze Maroon 5 w tle:) dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. yyyy i eeeee i nie wiem co powiedzieć tym bardziej że nie wiem (nie wiem czemu jeszcze nie wiem tego) kim był towarzysz wieczoru w i kim był ten z którym w kinie byłeś a wiedzieć chyba powinienem i wcale lekkoo wypity nie jestem :P

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm, chyba masz rację, że nie warto... bo skoro za plecami partnera tak bezczelnie flirtuje z innym, to nigdy nie wiadomo, co robiłby, gdy byłby np. z Tobą później... i że też mu się nie przyjrzałem jak miałem okazję, kurde, no! :D:D:D

    OdpowiedzUsuń