sobota, 25 lutego 2012

(612). czyli w wiecznym mieście poranek.

lub po polsku a nie po krakowsku mówiąc: wietrznym mieście.




chyba mój organizm przestawił się na amen na tryb wstawania wczesnego, roboczego i nie odróżnia już łikendów. dziś sam z siebie obudziłem się przed 8, powierciłem się, poprzewracałem z boku na bok. wystawiłem jedną nogę spod kołdry na świat, potem ją schowałem. to samo uczyniłem z nogą drugą. niczego innego nie wystawiałem. finalnie jednak wstać postanowiłem ogarnąć się etc, wszak skoro spać się nie chce to po co gnić w łóżku. samemu.
tuż po 10, w kilka minut po otwarciu, byłem już w budzącej się do życia galerii. w pół godziny obleciałem wszystkie interesujące sklepy, nic w nich nie znajdując prócz zaspanych sprzedawców. też żadnego ładnego nie wypatrzyłem, nawet mego ulubionego pana w spf. 
zastanawiam się czy osoby o rozmiarze xxl w ogóle nie kupują ubrań. zawsze tyle rzeczy w tych rozmiarach zostaje na wieszakach. przewalając bokserki, na ze 20 par, chyba tylko 4 były w innych rozmiarach. i to by najmniej w żadnym mi odpowiadającym...
na pocieszenie udałem się na poranną kawę z Lakmusowym do lokalu z widokiem na miasto nieco z góry. 



a wiatr nadal wieje, oby przywiał trochę choć wiosny.

[...]

3 komentarze:

  1. To dlatego, że za wcześnie chodzisz spać :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tak samo jak Ty. A najśmieszniejsze jest to, że nie ważne, o której się położę, to i tak budzę się o tej samej porze...

    OdpowiedzUsuń
  3. bo Ty jesteś zakupowy maruda!!

    ps. inny zegar "biologiczny" tyka u Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń