Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kumpello. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kumpello. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 czerwca 2012

(656). czyli zła karma? dziwna karma?

czort wie jaka w sumie, ale raczej chyba nie dobra.


wchodzę czasem sobie na nasz śliczny niebieski portal. czasem też pojawiają się na nim jakieś powiadomienia. żyć, nie umierać, cieszyć się i radować. z racji tego, że są. to nic, że pochodzą wiadomości od kogoś ze śląska (za daleko), ze świętokrzyskiego (za daleko i za stary, opcja +40 nie wchodzi jednak w grę), od kogoś z czech (w sumie rozmowa z nim mogłaby być nawet zabawna), od kogoś <18 (nie lubię dzieci) albo od innych przypadków nie pasujących bynajmniej w moje widełki zainteresowań. 
pewnie jakbym sam się zabrał za pisywanie do tych odpowiedni bym nie narzekał. ale jak wiadomo jestem leniwy i nie chce mi się. zatem sobie ponarzekam ;]
odwiedził mnie także blogger pewien z miasta królewskiego, pozdrawiam q.!




a to jakby o mnie ;)

[...]

środa, 25 kwietnia 2012

(641). czyli faceci są dziwni.

chyba nawet bardzo.


co jeden to ciekawszy przypadek. 
niektórzy - vide Chemik - się obrażają, gdy na po raz kolejny zadane pytanie o cel spotkań odpowiadam, że jest nim li tylko wymiana myśli i spożywanie kaw i innych produktów. zdaje się, że kolejnych już nie będzie. zapłaczę się chyba.
zapłaczę się chyba też dlatego, że nikt do mnie nie pisuje na kmpl, a jeśli już pisuje, to moje odpisywanie nieco od niechcenia zdaje się jednak być im wyczuwalne i korespondencji ze mną całkiem szybko zaniechują. ooooh!
nad czym jeszcze by tu sobie popłakać. można nad niektórymi nieogarniętymi znajomymi, można pewnie i nad sobą, z racji krążących po głowie czasem myśli, ale przede wszystkim nad roztrzepaniem i brakiem zorganizowania momentami i bardzo krótką i płytką pamięcią. i nad tym że wciąż nie mogę kupić żadnych trampeczek też.
w sobotę pewnie widzę się z Lakmusowym, nad tym bynajmniej nie płaczę. gorsza jednak wydaje mi się perspektywa piątku i czyszczenia w kancelarii wszelkich zaległości i zaszłości przed nadciągającym łikendem. brrrr. a nawet BRRR.




póki co jednak warto się pozachwycać starocią usłyszaną przypadkiem w radio w pracy. bo warto nie pracować w ciszy, a przy dźwiękach muzyki płynących.

[...]

czwartek, 26 stycznia 2012

(591). czyli różowy sweterek?!

dla mnie?!


nawiedziłem przedwczoraj przypadkiem galerię. ot udało mi się wcześniej wyjść zza mego wielkiego biurka, a że galeria tuż tuż, to podjąłem jedną z niewielu spontanicznych a ważkich decyzji - na zakupy! całość oczywiście udało mi się oblecieć w pół godziny. zwykle nic nie kupuję, bo nic mi się - oczywiście - nie podoba. tym razem było inaczej. trochę się do poszukiwań wytężonych zmusiłem w sumie, wszak to miał być zaległy gwiazdkowy prezent. ważne, że skutecznie. 
krążąc tak sobie wylądowałem w spf. oglądam sweterki rzeczone, cała gama kolorów, a że szukałem ciemniejszych do przymierzalni porwałem ciemnoszary. ot by zbadać czy s czy m. o dziwo s było nawet luźne, więc drugiego nawet nie mierzyłem. gdy oddawałem niepotrzebny sweterek przemiłemu panu, by go odłożył na półkę, zasugerował mi ów, że jest promocja i drugi sweterek okazyjnie, bla bla bla. stałem więc jak to ciele przy regaliku pełnym malowanych sweterków i się gapiłem. a pan doradzać próbował. pierwsze co zasugerował to był kolor różowy, i to pytanie 'a możę teeen?', i ten nadgarstek wygięty wskazujący na ten kolor. (ciekawe czy to było badanie mej orientacji, czy może aż tak spedalenie wyglądałem, że stwierdził, że tylko róże noszę. już mu miałem powiedzieć, że tak kolorową to tylko bieliznę noszę, a inne elementy garderoby raczej kolorów spokojnych, ale się powstrzymałem. chyba niestety). w końcu stanęło na śliwkowym, gdyż też był mało intensywny w barwie. w sumie 2 sweterki w cenie jednego. mama się cieszy, ja się cieszę. wszyscy się cieszą. szkoda tylko, że pana ze sklepu na żadnym portalu nie mogę znaleźć ;]. 
znalazł mnie za to i zaczepił na kumpello sprzedawca z innego sklepu w tejże galerii. ale to akurat nie mój typ, więc przykro mi :P.



oczywiście pada śnieg, a ja nie wziąłem parasola ;/.

[...]

piątek, 13 stycznia 2012

(579). czyli co by tu...

napisać.


czas płynie dzień za dniem. właśnie zaczął się ostatni w tym tygodniu poranek, który spędzam w kancelarii. kawa już się parzy, siedzę sobie sam, jest cieplutko, nie zamknęła mnie jeszcze ochrona - jakoś udało mi się odpowiedni kod do alarmu wprowadzić. jestem taki z siebie dumny! ale nie obyło się bez przygód. podczas otwierania drzwi, kółko od kluczy zaplątało mi się w wełniane rękawiczki. ale mimo to dałem radę :D
dziś widzę się na późno popołudniowym drinku z Kudłatkiem i jego ślicznym kolegą z roku, którego obserwuję od dłuższego czasu. może być całkiem przyjemnie. z Kudłatkiem udało mi się już pogadać w instytucie, ma całkiem przyjemny głos, i wydaje się ładniejszy niż na zdjęciach. o! (szkoda, że w moim wypadku jest na odwrót :D).
pisują do mnie i jacyś inni chłopcy na kumpello. dziwny urodzaj to jakiś. niechaj pisują, jak będę miał czas to odpiszę, a że czasu nie mam, to odpisuję z kilkudniowym opóźnieniem. kochają, to poczekają.
mam też podejrzanie dobry humor. mimo codziennego wstawania i uśmiechania się, mimo robienia czegoś związanego z zawodem. dziwna dziwność.



w nocy padał deszcz, rano świeciło słońce, a teraz sypie śniegiem. czym jeszcze pogoda nas zaskoczy? jaki biomet? trzeba włączyć radyjo i posłuchać ;).

[...]

sobota, 31 grudnia 2011

(567). czyli 365 dni - MAX.

wygrzebałem gdzieś w blogowej przestrzeni pewną formę blogowego podsumowania roku, która dość mnie urzekła ;). nieco ją zmodyfikuję i spróbuję wcielić w życie. a będzie to bodaj pierwsze poważniejsze podsumowanie tu. aż się boję (bo muszę przejrzeć choć swe dawne notki. będzie to moje ich pierwsze czytanie, gdyż nie robię tego nawet przed publikacją). też się bójcie :P.


styczeń: rozpoczął się od powitania nowego roku w krk a upłynął generalnie pod znakiem sesji. w tym także miał miejsce egzamin u dra NN. z przyjemnych spraw: zostałem nawiedzony przez Nemsta (i jego cudownie czarcie kubeczki) - z nieprzyjemnych: kolejny rok stuknął na liczniku.
luty: dalszy ciąg sesyjnych przepraw, ale dużo już przyjemniejszych, bo polegających na oglądaniu filmów. rozpocząłem też kolekcjonowanie bibliografii do swej mgr to także czas blogowej aferki, która na zawsze zmieniła blogosferę (haha! a miałem o tym nie wspominać, ale no jednak wydarzenie to ważne). ale jednak przede wszystkim to czas gości. krakowskie progi nawiedzili równolegle Kordialny (okazało się, że po pijaku mówię nawet po hiszpańsku) i Brylantyna (za sprawką które wylądowałem na parkiecie. koniec świata!).
marzec: czas wiosny, ale tylko tej astronomicznej i pogodowej. dla mnie czas nauki do kobylastego egzaminu, z którym zmierzyłem się z sukcesem. to dalej nawiedzanie kser i bibliotek = kompletowanie bibliografii. pierwszy raz w życiu też omal nie spóźniłem się na pociąg!
kwiecień: 1 kwietnia - 1 słowa w pliku pt mgr napisałem. i tak pisałem cały miesiąc. z przerwą na święta oczywiście. odświeżyłem także kontakty ze swoją Byłą.
maj: majowy łikend, jak i rok temu spędziłem z nawiedzającym mnie Ajsem, kilka dni później wreszcie udało mi się poznać osobiście Tahoe (i wypić z Nim ekspresową kawę na dworcu pks), we wro z kolei spotkałem się z Brylantyną oraz upolowałem garnitur (pierwszy od czasów matury) na obronę. no i w połowie miesiąca skończyłem pisać mgr i radośnie oddałem ją do lektury swemu promotorowi.
czerwiec: ostatni egzamin na studiach zdany, praca mgr zaakceptowana, termin obrony wyznaczony. drugie studia toczą się leniwym acz sesyjnym rytmem. a Chłopiec 3D oznajmia, że wyprowadza się do wwa.
lipiec: Dzień Niepodległości i dzień mej obrony. 3literki zdobyte. zdany też został egzamin umówiony w prywatnym terminie u dra NN, który dał się nawet na kawę wyciągnąć. to też czas wrocławskiego, w końcu długiego spotkania z Tahoe. to także powrót na wakacje na Koniec Świata i czas rozpoczęcia nauki na konkurs na aplikacje (pod znakiem której upłynęły mi całe wakacje).
sierpień: czas wytężonej nauki. samotnej, bo cała rodzinka na prawie miesiąc raczyła pojechać sobie na wakacje, zostawiając mnie na pastwę pisaczków, strasznej burzy, którą przeżyłem będąc samemu w domu oraz konieczności przyuczenia się do fachu włamywacza. spotkanie z Bezpłciowym. kupiłem sobie też atlas linii kolejowych - najlepszą książkę tego roku :D. mój blog skończył 2 lata.
wrzesień: przeprowadzka do nowego mieszkania w krk, ekspresowa sesje na drugim kierunku i oczywiście nauka, nauka, nauka i egzamin na jedną z aplikacji. zakończony sukcesem. i dalsza nauka na kolejny :D (z przerwami na odcinki the voice mego ulubionego).
październik: intensywny początek w wwa - egzamin, spotkanie z Bezpłciowym, Aparatką, a przede wszystkim czas arcymiły u Ajsa. foch na 3D - oj zasłużył sobie. i wycieczka NLPS - kolejowa ze Spencerem po śląsku.
grudzień: powrót na kolorowe portale, po ponad 3 latach nieobecności. wysyłanie cv i lm oraz upolowanie patrona. no i święta w domu. oh, luka!


wybrałem też swoje ulubione wydarzenie z roku minionego.
nie potrafiłem za to wybrać ulubionej lub najbliższej mi w tym czasie piosenki. paru innych rzeczy też podsumować nie umiem. wiem jedynie, że bilans tego roku wypada zdecydowanie in plus
za arcyprzyjemne towarzystwo w tej całorocznej wędrówce (blogowej i rzeczywistej) podziękowania zechcą przyjąć (alfaberycznie): Ajs, Brylantyna, Krikrakren, Nemst, Pan McQueen, Spencer. specjalne wyrazy wszelakie na ręce (oczy) Yomosy i Tahoe składam (Wy już wiecie jakie). bez Was ten czas nie byłby taki jaki był.




a życzenia to Wam jeszcze złożę w kolejnym poście ;).

[...]

czwartek, 15 grudnia 2011

(552). czyli zdarzyło się wczoraj.

a zdarzyło się ono... wczoraj ;)


dość to zagoniony i całkiem przyjemny dzień był. i zaczął się co gorsza bardzo rano i dość jednak dziwnie. bowiem autobus o dziwo przyjechał punktualnie i kilka ostatnich metrów musiałem podbiec. a zawsze się tak miło spóźniał, że mogłem wychodzić 'na styk'. eh. 
zajęcia jakoś zleciały, jedne, drugie, trzecie. pierwsza kawa, druga, trzecia. potem zapowiadany na piątek, ale w końcu iszczący się dziś obiad z McQueenem. oczywiście był za wcześnie (co mu się zawsze zdarza, pomijając nasze ostatnie spotkanie :D), ja się oczywiście spóźniłem lekko, ale z powodu przeciągającego się wykładu. plotki, plotki. a co tu kryć. nie da się też ukryć, że rzeczony się wylaszcza coraz bardziej i pół krk wodzi za nim wzrokiem. jako że nadciągają święta nie obyło się także bez bajek o elfach. strasznie miłe i urocze to są wszak stworzenia! było też trochę tęczy i bursztynu, ale czego innego się spodziewać ;)
z pełnym brzuszkiem i głową udałem się złożyć świąteczne życzenia. wszak w tym tygodniu ostatnia okazja by dopaść doktora NN. całkiem się ucieszył, jednak na samej rozmowie się skończyło, gdyż musiał sprawdzić na jutro stertę kolokwiów. chętnie bym mu z tym pomógł, ale ugryzłem się w język :D. podobno słuchając pożyczonej ode mnie płyty myślał o mnie. dobre sobie.
by w końcu jakieś namacalne efekty miały miejsce, widzę się dziś wieczorową porą z moją love of the week.  przynajmniej wg kumpello :D. i wcale nie napisał do mnie z w/w powodu. ot po prostu kojarzył mnie z instytutu i chciał się przekonać, że ma dobre oko. a że chłopak to miły, spacerem i jakąś kawą się powinno skończyć. czas wrócić do randkowego trybu życia ;). chłopca nazwijmy Kudłatkiem.



gdzie jest śnieg?!

[...]

wtorek, 13 grudnia 2011

(550). czyli igranie z ogniem.

brylantynowym ogniem.


wracam dziś wreszcie do krk. wracam jak zawsze przez wro i tym razem znów zahaczam o kawę z Brylantyną. ciekawe czy i tym razem znów chłopaczyna zaśpi i będę musiał się sobą zajmować przez minut kilkanaście zanim raczy się w swoim pięknym płaszczyku i szaliczku pojawić i mnie zacznie zabawiać. oby tym razem obyło się bez tego typu wpadek. ale to się okaże niebawem :D. na wszelki wypadek zadzwonię do niego o poranku, mam nadzieję, że tym razem nie zastanę go w łóżku. a jeśli tak. oh, zemsta będzie jakże słodka. i lepka ;).
wiodę sobie żywot spokojny handlarza. śliwek oczywiście. przebieram wybieram. szkoda, że ostatnio trafiam w większości na te wciąż niedojrzałe, albo o wyjątkowo nudnym i monotonnym smaku. ale jestem cierpliwym w grzebaniu. zaklikał do mnie chłopiec, którego kojarzę z wykładów z mego instytutu. strasznie pozytywny człowiek. i pewnie wreszcie zaczniemy też sobie cześć mówić ;). dowiedziałem się od niego, że chodzę z wiecznie strutą miną i się nigdy nie uśmiecham. to prawda w sumie. ale to mam we krwi i odstraszam tym polujących na mnie grin pissowców :D. a z tej znajomości nic więcej prócz znajomości i tak nie będzie. dość że McQueenowi się szczęśliwie wiedzie związkowo. limit w krk wyczerpany ;).




i chyba znów się udam na jakieś allegrowe zakupy :D. Yomosa pokazał mi śliczną bieliznę!

[...]

piątek, 9 grudnia 2011

(546). czyli rejs to nasz ostatni.

tym razem - rejs pociągiem.


wchodzi w łikend nowy rozkład jazdy, a wraz z nim znika bezpośrednie połączenie krk - Koniec Świata. jestem załamany i zdruzgotany, nie wiem ja dalej żyć. dziś zatem w pożegnalną trasę tym składem się udaję.
ciekawe po jakim czasie od przyjazdu do domu, będę chciał z niego już do krk wracać, i jak szybko mnie wkurzą domownicy czymkolwiek, albo pytaniami na tematy, których nie lubię. na pewno w każdym razie nie omieszkam na to zmarudzić. czy to w formie posta, czy to w formie tweeta.
otworzę też chyba nowy dział na blogu - wieści ze świata tęczowego portalu. w ramach pierwszego odcinka: portal kumpello jest co najmniej dziwny. można dołączać się do grup, można zostawiać ślady w formie jakiś krzywych emotek. inne dziwne rzeczy też można. ale pierwsza śliwka napisała. pożyjemy zobaczymy. ale nawet nie chciało mi się odpisać za bardzo. ale się zmusiłem :D. może coś się z tego portalu urodzi, gdy tylko więcej entuzjazmu włożę.



oh, ja nie wiem jak ja dziś te 6h wysiedze ;o. czy warto było szaleć tak...

[...]