Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorowanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 sierpnia 2012

(675). czyli z bicza strzelił.

kolejny tydzień za nami.


można by dodać - kolejny intensywny tydzień.
choć może w pracy luźniej z racji wakacji, to jednak kiedy czasem szef pojawia się o porze późnej, nie wróży to wciąż niczego dobrego. gdy pojawia się w piątek - tym bardziej. wtedy ma miejsce checking day. i nie ma zmiłuj, choć zawsze jest jeszcze odpowiedź, że sprawa jest w toku, co zapewnia parę dni spokoju. tymczasem ze wszelkich spraw muszę swe biureczko wyczyścić czym prędzej, gdyż od 15 udaję się na ponaddwutygodniowy urlop. oby tylko jednak pogoda w tatrach się poprawiła, bo póki co zapowiadane opady śniegu z deszczem nie nastrajają zbyt optymistycznie.
Ogniowy wciąż przemyka po horyzoncie i poprzemyka sobie jeszcze trochę, mam tylko nadzieje, ze urlop nie pokrzyżuje żadnych okołoogniowych planów i szyków.
po drodze jeszcze Lakmusowy miał urodziny, czego nie mogłem nie wykorzystać jako idealnej okazji by się z nim nieco podroczyć (mimo że się wzbraniał) i spotkać by pooglądać różne przeurocze minki :D element zaskoczenia to bardzo dobry element :D. 
i od tego dnia spotkania z nim, po dziś aż boli mnie mega gardło, pożywiam się papkami oraz innymi nie trudnymi w przełykaniu pokarmami. zarazę zaatakowałem już antybiotykiem, powoli odpuszcza. swoją drogą dziwny zbieg okoliczności.




a w łikend, jak to w łikend, trzeba coś popisać do pracy :D

[...]

środa, 4 lipca 2012

(664). czyli porno dla ubogich.

wieczorem, u mnie.


no prawie. bo gdzieś kilka mieszkań obok, ale odgłosy jakby u mnie.
obudziło mnie to dziś w środku nocy. to że słabo ostatnio sypiam to już swoją drogą, dobijająca w dzień alergia - choć tłumiona tabletkami - daje się we znaki nocami trochę, w formie kaszlu i bólu gardła (kto to ogarnie...).
okno otwarte, więc się niosły po osiedlu pojękiwania i odgłosy posuwania, stęknięcia. zamknąłem okno - niewiele to dało. widać stosunki odbywały się gdzieś w moich okolicach. zaczęły nawet momentami narastać, co mnie w sumie ucieszyło, gdyż wieściło dojście pani lub/i pana. eh gdyby to byli dwaj panowie, to źródła odgłosów bym poszukał, a tak to pozostało mi tylko głowę poduszką nakryć.
ciekawe co mnie dziś czeka.


btw. rok temu obroniłem mgr, w poniedziałek licencjat. za rok matura?

[...]

niedziela, 11 grudnia 2011

(548). czyli pomysły i domysły. a także propozycje.

w roli głównej moja rodzona matka.


pod moją nieobecność postanowiła pościerać w moim pokoju kurze. a czyniła to całkiem dokładnie, nawet półeczkę pod biurkiem wytrzeć jej się zachciało. a tam kiedyś wrzuciłem jakieś stare newsweeki, przekroje i inne takie, gdzie pisano czy to o homoadopcji, czy to na inne tęczowe tematy. zasiadła zatem ona jak gdyby nigdy nic w moim pokoju na fotelu i ni z gruszki ni z pietruszki zadała pytanie, co to za gazety trzymam pod biurkiem. wieszcząc nadciągające zagrożenie sięgnąłem na inną półkę, na której leżały jakieś gale i vivy z wywiadami z jopek. jednak nie udało się mi tego w ten sprytny sposób załatwić. 
padło zatem jakieś nie wprost pytanie, po którym się ślizgając odpowiedzi nie udzieliłem. potem dowiedziałem się, że jestem wybredny pod względem dziewczyn i że w każdej mi coś nie pasuje. oraz sakramentalne, czy lubię dziewczyny. no lubię, ale co z tego :D. na koniec powiedziała, coś, czego sens można oddać tym, że nawet jeśli bym się gejem okazał to spoko, ona i tak jest moja matką i to nic nie zmieni. no niech i będzie. a do tego to muszę sam dorosnąć i żadne ciągnięcie za język tu nie pomoże.
atrakcji zatem pobyt w domu dostarcza mi wiele. prócz tych powyższych także leczę swe przeziębienie, gardło ochrypłe oraz cieknący nos. awesome!
a finał voice nie skończył się tak jak chciałem :(. choć sam program jak zawsze dostarczył wielu wrażeń dla oka i ucha. i nawet mama się w niego wciągnęła i zaczęła żałować że wcześniej nie oglądałem. a mówiłem, a nakazywałem. tak to jest jak się mnie nie słucha ;).




jakiś czas temu pewien z miłych bloggerów napisał mi, że chętnie by mnie zgwałcił. kuszące, kuszące ;). choć jakże niebezpieczne a zarazem przyjemne :P.

[...]

wtorek, 27 września 2011

(486). czyli rzut za 'trzy'.

i żeby tylko jeden!!!


odkrywam w sobie nowe sportowe talenty! obecnie ćwiczę i doprowadzam do perfekcji wrzuty do kosza. siedzę sobie na fotelu przy biurku, wycieram raz po raz kapiący nos i zużyte chusteczki gniotę w kulkę i do swego pięknego czerwonego kosza na śmieci nimi celuję. i zawsze trafiam. taką skutecznością mało kto może się pochwalić. 
to nic, że w zawartości chusteczek znajduje się już pół mojego mózgu i że nos się pijacko czerwony robi. to wszystko i tak mało. od dziś jestem także posiadaczem bardzo seksownej chrypki! pod wieczór pewnie zaniemówię na amen ;). zatem póki czas głosem swym pięknym telefonujących do mnie raczyć mogę.
nauka nauką. ale wybory za pasem, zatem i zaświadczenie odebrałem. ciekawe któż interesujący startuje w krk. z tego co wiem - nikt. i jak tu coś z niczego wybrać?! bardzo lubię swój urząd gminy i brak kolejek w nim :D. szkoda tylko że na parkingu przed niem jest tak mało miejsca i musiałem uciąć sobie mały spacerek. ciekawe co grozi za cofanie na jednokierunkowej. (mam nadzieję, że nikt tego nie widział, a przede wszystkim nikt z gminnej komendy :D).
kazano mi też się pochwalić. zatem się chwalę. :P




a oto filmik z przedwojennego berlina. w kolorze. propaganda propagandą. ale ładnie tam wtedy było. 

[...]

poniedziałek, 26 września 2011

(485). czyli wysysanie.

wszystkiego. z mojej biednej osoby.


obwieszczam oficjalnie, że jestem przemęczony! radość życia prysła. i powoli mój zapał i chęć naukowa lgnie w gruzach. jedyne o czym marzę to słodkie lenistwo, najlepiej na plaży, gdzieś gdzie jest ciepło, i nic nie trzeba robić, i nic się nie musi. ale nie ma tak dobrze. siedzę na Końcu Świata, dotłukłem się tu wczoraj z opóźnieniem, tym razem gdzieś mnie poprzewiewało i zajmuję się nieustannym ssaniem tabletek i smarkaniem. a książeczki kolorowe leżą. a wymagają one ode mnie teraz tygodnia wzmożonego wysiłku. a jak on przyniesie efekty, to... zamiast nagrody czekają mnie kolejne 2 tygodnie nauki :D by potem ewentualnie na nagrodę zasłużyć. powoli mam tego serdecznie dość. a gdy nie przyniesie marnowanie wakacji żadnych efektów to... to wolę nie myśleć co.




świat mnie chwilowo irytuje. 3D też. generalnie chyba trzeba zwolnić. i parę spokojnych oddechów wziąć.

[...]

poniedziałek, 25 października 2010

(193). czyli zwłoczki.

dużo zwłoczek.


jedne to ja. piękna ma chrypa minęła niestety. nie ma po niej ani śladu. a tak lubię sobie pochrypieć. ale nie ma tak dobrze, by co dzień, albo choć dni kilka. zamiast tego stałem się nad-pociągający. masakra. nos czerwony niczym u spożywających hektolitry napojów denaturatopodobnych pijaka pod sklepem stojącego. źle, brzydko i nieładnie. i czuję się jakbym nie miał nosa, oddychać się przez niego nie da. ani nic. eh.
drugie zwłoczki, a nawet trzecie i czwarte nabyłem drogą kupna. te drugie na promocji w markecie. szponder wołowy a do tego numerek 3 i 4, czyli udka dwa kurczacze. jak ja nie cierpię surowego mięsa. jest takie zimne. takie przerażające. dlatego obchodzę się z nim bezdotykowo. nabiłem każdy kawał na widelec, opłukałem pod kranem, wrzuciłem do kotła, następnie dołożyłem przypraw, włoszczyzny w odpowiednim momencie i wyczarowałem gar pysznie pachnącego rosołu. tak pysznie pachnącego, że poczuwszy to McQueen z drugiego końca miasta przybieżył. biedactwo swą dietę zaburzy :D


słońce, wyjdź zza deszczowej chmurki. mam już dość pogody takiej!

[...]