poniedziałek, 5 maja 2014

nalot

miała majówka minąć leniwie i spokojnie, ale w końcu taka być nie mogła. skusić się dałem szatańskim podszeptom ludzkim głosem czynionym i wpuścić ów w swe progi się zdecydowałem.
wszelkie zło jak wiadomo zawsze nadciąga ze wschodu. i to prawie w samo południe.
trzy dni pobytu z małym haczykiem minęły całkiem prędko. gdzieś się poszwędaliśmy, coś zjedliśmy [za dużo aż], gość się pokrzywił [zapamiętam sobie!], miewał mimo wielkich mych starań poker face [bez komentarza], ale także wyrażał swą miną całkiem przekonująco orgazmiczny zachwyt podczas spożywania niektórych szykowanych uprzednio w pocie czoła przez kilka wieczorów przysmaków czekoladowych [bezcenne]. nic że krk nawiedził po raz wtóry, wawel nadal pozostaje dlań dużą budowlą za krzakami. 
mam nadzieję, że byłem całkiem znośny, a moja miłość do ekipy zrozumiana; dzięki! :)

ledwo wsadziwszy gościa w pociąg przyszło mi spróbować przetrwać kontrolę rodzicielską. na szczęście wszystkie niewłaściwe ślady i przedmioty zostały w porę usunięte z zasięgu wzroku, zatem przebiegła ona pomyślnie.

1 komentarz: