sobota, 19 lipca 2014

terror

i to co wisiało w powietrzu od lat kilku zaczyna się materializować.
najpierw się zaręczyli, teraz pojawiła się wstępna data ślubu mego brata.
podobno to najbliższy ktoś w wieku pana młodego ma być jego świadkiem. zdaje się że padnie na mnie. przynajmniej takie podchody są czynione.
a to zdecydowanie nie moja bajka, bawienie gości i inne weselne obowiązki. z trudem pewnie zmuszę się do nieznudzonej miny w kościele.
daj palec, wezmą rękę. potem zrobią chrzestnym. będę miał dbać o wychowanie w duchu katolickim [czy jakoś tak] jakiegoś potworka. to ostatnia rzecz do której się nadaję. boję się święconej wody.

pytanie jest proste: jak się nie dać, jak się wymigać i nie słuchać, że jestem nierodzinny, izoluje się i potem jak nikogo nie będzie to mój brat będzie moją najbliższą rodziną więc tym bardziej powinienem.
brrr.

2 komentarze:

  1. o matko, ale demonizujesz rodzine swoja :)
    ja to widze tak - w robocie masz zajebiste zlecenia, ale masz i zlecenia z dupy, ktorych sie nie chce robic. Ale trzeba, bo jak tego nie zrobisz, to bedzie kiepsko.
    Z rodziną jest tak samo. Sa fajne dni i sa obowiazki.
    Wytrzymasz jeden wieczór, zwłaszcza, że w innych okolicznościach przyrody sam byś się zaręczył i chciał, żeby Twój dzień był idealny i pozbawiony niepotrzebnych stresów i zmartwień.
    (no i mała ciekawostka - świadek nawet na ślubie kościelnym nie musi być wierzący i przyjmować komunii)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moj brat jest nawiedzony. a rodzina przewrazliwiona na punkcie utrzymnywania wiezi/kontaktu.
      smiem watpic w swe zareczyny :P
      swiadkiem slubnym bede, chrzestnym na szczescie nie. a komunie i tak zjem bo lubie ;)

      Usuń